Search This Blog

Wednesday, February 28, 2018

Książka: "Ja tego Żyda znam!" : szantażowanie Żydów w Warszawie, 1939-1943, Jan Grabowski (1962- ), 2004

Czytałem: 2.2018 * 138 s. (100%) * dokładnie
Egzemplarz wypożyczony z Biblioteki Uniwersytetu Gdańskiego
Notowałem: 23.2.2018 * papier 


Zainteresowałem się tą książką w związku z dyskusją jaka od kilku tygodni trwa w mediach po uchwaleniu przez sejm poprawki do statutu IPN, której najbardziej kontrowersyjną częścią jest zapis o karaniu (do 3 lat pozbawienia wolności) za upowszechnianie niezgodnych z prawdą informacji sugerujących polską odpowiedzialność za Holocaust. 

Media rządowe prowadzą kampanię pokazania Polaków jako bohaterów, którzy w latach okupacji ratowali Żydów (dowód: największa liczba drzewek w Yad Vashem honoruje dokonania Polaków), przemilczając przy tym haniebne zachowania innych - też Polaków. 

Książeczka jest niewielka i warto będzie ją nabyć, albowiem najcenniejsze w niej są fragmenty materiałów z niemieckich sądów działających w czasie okupacji w Warszawie. Na Allegro znalazłem jedynie wersję elektroniczną (epub, mobi) za 20 zł. 

Ze wstępu:
Wbrew często powtarzanym opiniom, zjawisko szmalcownictwa nie należało do zachowań marginalnych, lecz stało się źródłem zarobków dla tysięcy ludzi. Całe rzesze warszawiaków stały się bezpośrednimi (i często biernymi) świadkami wymuszeń, a całe społeczeństwo było świadome istnienia nagonki na ukrywających się Żydów. Choć liczbę Żydów wydanych w ten sposób w ręce Niemców trudno oszacować, to zbrodniczą działalność szantażystów i donosicieli należy rozpatrywać nie tylko w kategoriach cierpienia i śmierci ich bezpośrednich ofiar, lecz również męczeństwa tych wszystkich, którzy - bojąc się zagrożeń czekających na nich po drugiej stronie murów - zdecydowali się pozostać w getcie i podzieli los większości warszawskich Żydów. Do zbrodni szmalcowników należałoby również dodać ofiary „zatrzaśniętych drzwi” - ludzkiej obojętności i strachu. Niektórzy warszawiacy, którzy w innych okolicznościach pomogliby zaszczutym przez Niemców Żydom, wobec zagrożenia donosami i szantażami w odruchu samoobrony, zamykali drzwi przed szukającymi kryjówki.
Największym zaskoczeniem było źródło informacji, na których, w większości przypadków, oparł się autor: były to akta niemieckich sądów z lat 1939-1941. W pierwszych dwóch latach wojny (do listopada 1941, czyli momentu wprowadzenia kary śmierci dla Żydów za opuszczanie getta) zdarzało się, że ofiary szmalcowników wnosiły skargi do sądu. Władze okupacyjne reagowały na ogół jedynie w tych przypadkach, kiedy w proceder szantażu wmieszani byli Niemcy. Dzieki tym przypadkom zachowało się trochę akt sądowych, na podstawie których można odtworzyć działalność tych przestępców.

Inny aspekt sprawy źródeł był także dla mnie nowością. Nie wiedziałem, że szmalcownicy, szczególnie ci nieprzypadkowi, bądź współpracowali z Niemcami i "granatowymi" policjantami, albo sami udawali Niemców, aby zwiększyć swoją skuteczność. A także, że wielu z nich działało w gangach.

Wypisy

  • Słowo "szmalcownik" nie znalazło się w 13-tomowej encyklopedii PWN z lat 60-tych.
  • [...] szmalcownictwo z całą pewnością nie zaliczało się do problemów marginalnych. [s. 15]
  • Steve Paulson, na podstawie pamiętników ukrywających się w Warszawie Żydów pisze o  kilkuset gangach skupiających od trzech do czterech tysięcy ludzi. [s. 16] 
  • Pierwszym krokiem ułatwiajającym szantaż było wprowadzenie 1 grudnia 1939 roku nakazu noszenia przez Żydów opasek z gwiazdą Dawida.
  • W okupowanej Warszawie działały również grupy oszustów "wyspecjalizowanych" w  wymuszaniu pieniędzy od Polaków. Namierzali oni rodziny ludzi aresztowanych bądź wziętych w łapankach i - w zamian za sowitą opłatę - obiecywali interwencję u władz niemieckich. [s.52]
  • Państwo podziemne zaczęło się interesować szmalcownickami dość późno, od wiosny 1943 roku. [...] Rada Pomocy Żydom powstała w grudniu 1942. [s. 54]
  • [...] najtrudniejsze do ukrycia były "żydowskie oczy", pełne bólu i smutku. [s. 66]
  • Łowienie "grubej ryby" zaczynało się od zarzucenia sieci, czyli wytypowania osób mających pewne środki finansowe, oraz użycia argumentów "nie do odparcia". [s. 67]
  • Do najść i wymuszeń przeprowadzonych metodą "na Niemca" trzeba dodać szantaże oparte  na nadużyciu stanowiska służbowego. Od stycznia 1940 roku Żydzi zmuszeni byli rejestrować swoje mienie i - przewidując przejęcie tegoż przez władze niemieckie - zaczęli  sprzedawać swoje kamienice aryjczykom. W wypadku transakcji dotyczących domów należało  spisać umowę notarialną i antydatować ją na okres bezpośrednio poprzedzający  wprowadzenie przepisów antyżydowskich. [...] W wypadku umów dotyczących sklepów i  fabryczek, o wszelkich zmianach należało również powiadomić Ubezpieczalnię Społeczną.  Jeżeli na liście płac pracowniczych nadal figurowało nazwisko byłego żydowskiego  właściciela, bądź też jego rodziny, przed urzędnikami-szantażystami otwierał się pole  działania. Haracz można było pobierać tak od Żydów, jak i od nowych właścicieli. [s. 83] 
  • "Aryjskie papiery". Do najważniejszych dokumentów, które należało sobie sprokurować,  należały: katolicka metryka ślubu, kennkarta, odcinek meldunkowy, Ausweis (legitymacja  służbowa), poświadczenie z urzędu pracy (tzw. Bescheiningung), kartki żywnościowe,  zaświadczenie o szczepieniu tyfusu, przepustki rozmaitych rodzajów oraz - rzecz  szczególnie istotna dla Żydów - metryka urodzenia. [s. 103]
  • Stosunkowo liczni Żydzi mówili po niemiecku, wobec czego wśród szmalcownicków znajomość tego języka wzbudzała natychmiast podejrzenia o "złe" pochodzenie. [s.105]
  • Innym wyspecjalizowanym typem gangów żerujących na Żydach, były warszawskie kolumny  dezynfekcyjne. [...] Szantażują właścicieli eleganckich mieszkań, w których nie trzeba  przeprowadzać dezynfekcji, groźbą zniszczenia bielizny, odzieży, itp. [s 126]
Największe wrażenie zrobił na mnie następujący fragment ze wspomnień Ity Dimant "Moja cząstka życia", 2001:

Przeczytawszy to uświadomiłem sobie z całą mocą za co nas Polaków nienawidzi spora grupa Żydów. Przypomniałem sobie objawy tej nienawiści, z którymi spotkałem się kilkakrotnie w Nowym Jorku. Wtedy nie mogłem tego zrozumieć. 

Recenzja Roberta Szuchty (skopiowałem ją także do: /xp2/www/bibl/images/scans/book-pages/ja-tego-zyda-znam-2004/)