Search This Blog

Thursday, March 1, 2018

Książka: Polska chora na Rosję, Bronisław Łagowski (1937- ), 2016

Czytałem: 2.2018 (wydanie papierowe) * 335 s. * dokładnie całość
Egzemplarz wypożyczony z Biblioteki Uniwersytetu Gdańskiego
Notowałem: 1.3.2018

Po lekturze artykułów zamieszczonych w tym zbiorze, które autor publikował na łamach Przeglądu (pierwszy: 20.12.1999, ostatni: 25.7.2016), poczułem, że ostatecznie wyzwoliłem się z pewnego paradygmatu światopoglądowego, w którym tkwiłem od czasów, kiedy po raz pierwszy usłyszałem o Rosji, lub jak chce autor wyzdrowiałem od tytułowej choroby.

To katharsis rozpoczęło się już kilka lat wcześniej, tj. od czasu, gdy dzięki Internetowi zacząłem czytywać rosyjskie teksty i oglądać rosyjskie programy TV. Kilka rzeczy było dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Okazało się, że wbrew moim przypuszczeniom, oprócz masy materiałów wybitnie propagandowych, były tam również teksty prezentujące opinie odległe od oficjalnej putinowskiej linii, czasami mocno wobec tej linii krytyczne. Dostrzegałem różne zabiegi mające na celu utrudnianie życia ośrodkom niezależnym, ale ciągle broniłbym tezę, że wolność słowa nie została w Rosji całkowicie zniesiona, chociaż jest jej znacznie mniej niż w latach 1990-ych.

Odnosiłem również wrażenie, że w rosyjskiej przestrzeni internetowej jest mniej chamstwa, prostactwa umysłowego i nienawiści niż w jej polskim odpowiedniku. Rosyjski Internet jest bardziej kulturalny niż polski.

Czytywałem głównie autorów nastawionych wrogo do Putina i jego autokracji, ale zaglądałem także do miejsc, gdzie wypowiadali się ludzie przychylni Kremlowi. Nie zawsze była to prymitywna propaganda posługująca się kłamstwami. Czasami opis rosyjskiej rzeczywistości tam prezentowany lepiej trafiał mi do przekonania niż to co na podobne tematy pisali przeciwnicy systemu. Nie miałem wątpliwości, że przytłaczające poparcie, jakim cieszy się obecny przywódca jest autentyczne i dosyć oczywiste.

Drugim największym zaskoczeniem, jakie doznałem oglądając rosyjskie wiadomości i czytając tamtejszą prasę dostępną w Internecie, było bliskie zeru zainteresowanie sprawami polskimi. Zarówno w mediach bliskich władzy, jak i w tych tej władzy przeciwnych.Dało mi to wiele do myślenia.

Bogactwo materiałów, jakie znajdowałem w rosyjskiej przestrzeni internetowej spowodowało wyrugowanie z mojego umysłu resztek, "wyssanych z mlekiem matki", przekonań o wyższości naszej kultury nad rosyjską.

Dzięki obcowaniu z rosyjskim Internetem byłem dobrze przygotowany na zrozumienie racji rosyjskich, które przedstawił BŁ z zamiarem wykazania, że nasza, Polaków, obecna rusofobia w dużej mierze oparta jest na irracjonalnych oskarżeniach i dziecinnych pretensjach.

Polityka rosyjskich władz, którą my interpretujemy jako zagrożenie dla porządku światowego, w szczególności jako śmiertelne wręcz niebezpieczeństwo dla naszego regionu, wygląda zupełnie inaczej, gdy popatrzy się na nią z punktu widzenia żywotnych interesów Rosjan. Okazuje się wtedy, że to co nam wydaje się przejawem powrotu do brutalnej ekspansji z czasów ZSRR, w oczach Rosjan jest działalnością defensywną, zapobiegającą dalszej marginalizacji znaczenia tego niegdyś światowego mocarstwa. Jeśli chcemy być sprawiedliwi, nie możemy nie przyznać Rosjanom tych samych praw, które chętnie przyznajemy sobie i naszym sojusznikom. Aneksja Krymu jest dobrym przykładem tego fenomenu i BŁ przekonywująco pokazuje jak ta sprawa wygląda od strony rosyjskiej.

Moja zgoda na tezy autora była tym łatwiejsza, że w gruncie rzeczy już przed tą lekturą podzielałem większość jego poglądów, chociaż nie widziałem ich tak wyraźnie i z pewnością nie potrafiłbym ich tak umiejętnie wyartykułować. W moim przypadku książka pozwoliła mi doprowadzić do logicznych konkluzji niektórych z własnych przemyślań. Wprowadziła sporo klarowności w moje myślenie o tych sprawach.

Godząc się z autorem w zdecydowanej większości przypadków, nie mogłem nie myśleć o moich dyskusjach, często dość gwałtownych, z Willym. Musiałem teraz przyznać, że sporo argumentów przedstawionych przez BŁ słyszałem po raz pierwszy właśnie od Willego. Były to lata wokół przełomu tysiącleci. Wtedy traktowałem niektóre z opinii głoszonych przez mojego przyjaciela jako niebezpieczne herezje. Jak większość Polaków byłem chory na Rosję (w sensie użytym w tytule zbioru) i na dodatek w stopniu przewyższajacym chyba przeciętną krajową.

Moje ówczesne zdecydowane odrzucenie tez Willego było uwarunkowane równie zdecydowaną niechęcią do Rosji, ale miało też inne przyczyny. Willy głosił swoje opinie w wyjątkowo drastyczny sposób. Twierdził na przykład, że powinniśmy być wdzięczni Stalinowi za urządzenie nam powojennej Polski, bo nie tylko dał nam on bogate ziemie zachodnie w zamian za biedne tereny na wschodzie, ale na dodatek rozwiązał za nas problemy etniczne, z którymi borykaliśmy się przed wojną. BŁ używa podobnych argumentów, ale nie po to, aby przekonać czytelnika do wdzięczności dla JS, ale aby wykazać, że wynik II wojny nie był dla nas aż tak straszny, jak wydaje się większości Polaków, że faktycznie nasza sytuacja geopolityczna się poprawiła i to, że po 1989 nie stanęliśmy wobec problemów natury etnicznej w sytuacji odradzania się państwowości naszych wschodnich sąsiadów, było nie do przecenienia. Można zinterpretować sposób postawienia tej sprawy przez Willego jako pewien skrót myślowy, ale domaganie się, szczególnie od Polaków, okazania wdzięczności Stalinowi, nawet jeśli chodzi tu tylko o metaforę, jest tak niezręczne, że gwałtowny sprzeciw, który ona wywołuje, przesłania wszystko inne i nie pozwala zastanowić się nad istotnymi argumentami. Zamiast tego zwalcza się jedynie ową metaforę. Moją reakcją wtedy było pytanie czy Polacy powinni być wdzięczni Hitlerowi za wymordowanie polskich Żydów, bo przecież dzięki temu nie mamy dzisiaj innego problemu, z którym borykała się przedwojenna Polska. Usatysfakconowany ripostą nie zastanawiałem się już nad ważną kwestią oceny kształtu geopolitycznego Polski w wyniku II wojny.

Podobnie absurdalny wydał mi się wtedy argument, że jakoby rozpad ZSRR był największą klęską geopolityczną XX wieku. Taką tezę postawił przed laty Putin. Nadal się z tym nie zgadzam: wydaje mi się, że nieporównywalnie większą była klęska tego typu wywołana I wojną światową oraz rewolucją w Rosji.