Czytałem: 2.2018 (wydanie papierowe) * 335 s. * dokładnie całość
Egzemplarz wypożyczony z Biblioteki Uniwersytetu Gdańskiego
Notowałem: 1.3.2018
Po lekturze artykułów zamieszczonych w tym zbiorze, które autor publikował na łamach Przeglądu (pierwszy: 20.12.1999, ostatni: 25.7.2016), poczułem, że ostatecznie wyzwoliłem się z pewnego paradygmatu światopoglądowego, w którym tkwiłem od czasów, kiedy po raz pierwszy usłyszałem o Rosji, lub jak chce autor wyzdrowiałem od tytułowej choroby.
To katharsis rozpoczęło się już kilka lat wcześniej, tj. od czasu, gdy dzięki Internetowi zacząłem czytywać rosyjskie teksty i oglądać rosyjskie programy TV. Kilka rzeczy było dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Okazało się, że wbrew moim przypuszczeniom, oprócz masy materiałów wybitnie propagandowych, były tam również teksty prezentujące opinie odległe od oficjalnej putinowskiej linii, czasami mocno wobec tej linii krytyczne. Dostrzegałem różne zabiegi mające na celu utrudnianie życia ośrodkom niezależnym, ale ciągle broniłbym tezę, że wolność słowa nie została w Rosji całkowicie zniesiona, chociaż jest jej znacznie mniej niż w latach 1990-ych.
Odnosiłem również wrażenie, że w rosyjskiej przestrzeni internetowej jest mniej chamstwa, prostactwa umysłowego i nienawiści niż w jej polskim odpowiedniku. Rosyjski Internet jest bardziej kulturalny niż polski.
Czytywałem głównie autorów nastawionych wrogo do Putina i jego autokracji, ale zaglądałem także do miejsc, gdzie wypowiadali się ludzie przychylni Kremlowi. Nie zawsze była to prymitywna propaganda posługująca się kłamstwami. Czasami opis rosyjskiej rzeczywistości tam prezentowany lepiej trafiał mi do przekonania niż to co na podobne tematy pisali przeciwnicy systemu. Nie miałem wątpliwości, że przytłaczające poparcie, jakim cieszy się obecny przywódca jest autentyczne i dosyć oczywiste.
Drugim największym zaskoczeniem, jakie doznałem oglądając rosyjskie wiadomości i czytając tamtejszą prasę dostępną w Internecie, było bliskie zeru zainteresowanie sprawami polskimi. Zarówno w mediach bliskich władzy, jak i w tych tej władzy przeciwnych.Dało mi to wiele do myślenia.
Bogactwo materiałów, jakie znajdowałem w rosyjskiej przestrzeni internetowej spowodowało wyrugowanie z mojego umysłu resztek, "wyssanych z mlekiem matki", przekonań o wyższości naszej kultury nad rosyjską.
Dzięki obcowaniu z rosyjskim Internetem byłem dobrze przygotowany na zrozumienie racji rosyjskich, które przedstawił BŁ z zamiarem wykazania, że nasza, Polaków, obecna rusofobia w dużej mierze oparta jest na irracjonalnych oskarżeniach i dziecinnych pretensjach.
Polityka rosyjskich władz, którą my interpretujemy jako zagrożenie dla porządku światowego, w szczególności jako śmiertelne wręcz niebezpieczeństwo dla naszego regionu, wygląda zupełnie inaczej, gdy popatrzy się na nią z punktu widzenia żywotnych interesów Rosjan. Okazuje się wtedy, że to co nam wydaje się przejawem powrotu do brutalnej ekspansji z czasów ZSRR, w oczach Rosjan jest działalnością defensywną, zapobiegającą dalszej marginalizacji znaczenia tego niegdyś światowego mocarstwa. Jeśli chcemy być sprawiedliwi, nie możemy nie przyznać Rosjanom tych samych praw, które chętnie przyznajemy sobie i naszym sojusznikom. Aneksja Krymu jest dobrym przykładem tego fenomenu i BŁ przekonywująco pokazuje jak ta sprawa wygląda od strony rosyjskiej.
Moja zgoda na tezy autora była tym łatwiejsza, że w gruncie rzeczy już przed tą lekturą podzielałem większość jego poglądów, chociaż nie widziałem ich tak wyraźnie i z pewnością nie potrafiłbym ich tak umiejętnie wyartykułować. W moim przypadku książka pozwoliła mi doprowadzić do logicznych konkluzji niektórych z własnych przemyślań. Wprowadziła sporo klarowności w moje myślenie o tych sprawach.
Godząc się z autorem w zdecydowanej większości przypadków, nie mogłem nie myśleć o moich dyskusjach, często dość gwałtownych, z Willym. Musiałem teraz przyznać, że sporo argumentów przedstawionych przez BŁ słyszałem po raz pierwszy właśnie od Willego. Były to lata wokół przełomu tysiącleci. Wtedy traktowałem niektóre z opinii głoszonych przez mojego przyjaciela jako niebezpieczne herezje. Jak większość Polaków byłem chory na Rosję (w sensie użytym w tytule zbioru) i na dodatek w stopniu przewyższajacym chyba przeciętną krajową.
Moje ówczesne zdecydowane odrzucenie tez Willego było uwarunkowane równie zdecydowaną niechęcią do Rosji, ale miało też inne przyczyny. Willy głosił swoje opinie w wyjątkowo drastyczny sposób. Twierdził na przykład, że powinniśmy być wdzięczni Stalinowi za urządzenie nam powojennej Polski, bo nie tylko dał nam on bogate ziemie zachodnie w zamian za biedne tereny na wschodzie, ale na dodatek rozwiązał za nas problemy etniczne, z którymi borykaliśmy się przed wojną. BŁ używa podobnych argumentów, ale nie po to, aby przekonać czytelnika do wdzięczności dla JS, ale aby wykazać, że wynik II wojny nie był dla nas aż tak straszny, jak wydaje się większości Polaków, że faktycznie nasza sytuacja geopolityczna się poprawiła i to, że po 1989 nie stanęliśmy wobec problemów natury etnicznej w sytuacji odradzania się państwowości naszych wschodnich sąsiadów, było nie do przecenienia. Można zinterpretować sposób postawienia tej sprawy przez Willego jako pewien skrót myślowy, ale domaganie się, szczególnie od Polaków, okazania wdzięczności Stalinowi, nawet jeśli chodzi tu tylko o metaforę, jest tak niezręczne, że gwałtowny sprzeciw, który ona wywołuje, przesłania wszystko inne i nie pozwala zastanowić się nad istotnymi argumentami. Zamiast tego zwalcza się jedynie ową metaforę. Moją reakcją wtedy było pytanie czy Polacy powinni być wdzięczni Hitlerowi za wymordowanie polskich Żydów, bo przecież dzięki temu nie mamy dzisiaj innego problemu, z którym borykała się przedwojenna Polska. Usatysfakconowany ripostą nie zastanawiałem się już nad ważną kwestią oceny kształtu geopolitycznego Polski w wyniku II wojny.
Podobnie absurdalny wydał mi się wtedy argument, że jakoby rozpad ZSRR był największą klęską geopolityczną XX wieku. Taką tezę postawił przed laty Putin. Nadal się z tym nie zgadzam: wydaje mi się, że nieporównywalnie większą była klęska tego typu wywołana I wojną światową oraz rewolucją w Rosji.
Search This Blog
Thursday, March 1, 2018
Wednesday, February 28, 2018
Film: Екатерина II (2014)
Kazimierz Waliszewski (1849-1935)
Catherine II (1729–1796)
Peter III (1728-1762)
Alexius Petrovich Bestuzhev-Ryumin, Count (1693-1768)
Wikipedia:
Екатерина II (1729-1796)
Елизавета Петровна (1709-1762)
Пётр III (1728-1762)
Алексей Григорьевич Разумовский (1709-1771)
Григорий Григорьевич Орлов (1734-1783)
- Собрание сочинений (książka o Katarzynie nie chce się pokazać mimo, że jest na liście)
- Le Roman d'une impératrice. Catherine II de Russie, 1893 (oryginal fr.)
- Роман императрицы. Екатерина II (libfox.ru - najlepiej sformatowana)
- Роман императрицы. Екатерина II (bookz.ru)
- Дочь Петра Великого. Елизавета I, Императрица Всероссийская , 1902 / 1911: перевод (lib.ru)
- Дочь Петра Великого. Елизавета I, Императрица Всероссийская (ze spisem treści) (dugward.ru)
Catherine II (1729–1796)
- All other accounts of Catherine II. have been superseded by Waliszewski’s two volumes, Le Roman d’une impératrice (Paris, 1893) and Autour d’un Trône: Catherine II., ses collaborateurs, ses amis, ses favoris (Paris, 1894).
Peter III (1728-1762)
Alexius Petrovich Bestuzhev-Ryumin, Count (1693-1768)
Wikipedia:
Екатерина II (1729-1796)
Елизавета Петровна (1709-1762)
Пётр III (1728-1762)
Алексей Григорьевич Разумовский (1709-1771)
- Днепровский малоземельный казак, возведённый в графское достоинство, фаворит и тайный супруг императрицы Елизаветы Петровны.
- участник дворцового переворота 1741 года
- Канцлер Российской империи при Елизавете Петровне (до опалы в 1758 году). С 1741 по 1757 годы Бестужев участвовал во всех дипломатических делах, договорах и конвенциях, которые Россия заключила с европейскими державами.
- Хирург немецко-французского происхождения. В конце 1730-х и начале 1740-х годов — доверенное лицо Елизаветы Петровны, организатор дворцового переворота 25 ноября 1741 года. Агент французского дипломатического влияния. С 1745 в опале.
- участник дворцового переворота 1741 года
- Один из ближайших приближённых Елизаветы Петровны и Петра III. С 1744 года — вице-канцлер, в 1758—1765 гг. канцлер
- участник дворцового переворота 1741 года
- фаворитка Петра III, дочь генерал-аншефа графа Р. И. Воронцова; сестра известной княгини Е. Р. Дашковой, канцлера А. Р. Воронцова и дипломата С. Р. Воронцова.
- Глава русского правительства на исходе царствования Елизаветы Петровны.
- участник дворцового переворота 1741 года
- доверенное лицо Елизаветы Петровны и в особенности Петра III, начальник Канцелярии тайных розыскных дел
- участник дворцового переворота 1741 года
- Фаворит императрицы Елизаветы I Петровны, меценат, основатель Московского университета и Академии художеств.
- двоюродный брать Александра и Петра Шуваловых
- Генерал-фельдмаршал времён Семилетней войны.
- Русский посланник в Гамбурге, Париже и Дрездене, первый по времени фаворит Екатерины Алексеевны. По одной из версий, был биологическим отцом императора Павла I.
Григорий Григорьевич Орлов (1734-1783)
Film: Przypadek (1981)
Oglądałem u Krysi z Lidzią: 27.2.2018 * 118 min
Notowałem: 28.2.2018
FilmPolski (dobre streszczenie wszystkich 3 przypadków)
Sprawa miała się podobnie jak z obejrzanym przed niespełna miesiącem Amour: widziałem Przypadek przed laty i zapamiętałem jako wybitny. Gdy więc dostrzegłem, że pokazuje go TVP Kultura, skorzystałem z okazji.
Oczywiście nie sposób dzisiaj odebrać ten film tak samo jak w czasach przed rozpadem komuny. Nawet kiedy oglądałem go po raz pierwszy, w czerwcu 2004, pamięć o tamtych czasach była na tyle świeża, że przeżywałem go bardziej emocjonalnie.
Jako dzieło sztuki film nadal imponuje. Skróciłbym jedynie rozwlekłe sceny erotyczne w części trzeciej. Jak bardzo zmieniła się moja wrażliość na ten film najwyraźniej odczuwałem oglądając sceny religijne, kiedy to Witek zbliża się do kościoła. Jak diametralnie inaczej jawił się nam wtedy polski kościół katolicki! Wtedy otwarty, rozumiejący i odważny, dzisiaj szowinistyczny, obskurancki i zachowawczy. Kościół jako jego ludzie i instytucja niewiele się pewnie zmienił. To inne warunki zewnętrzne spowodowały, że twarz kościoła wtedy tworzyli inni z nim związani ludzie niż ci, którzy robią to teraz. Kościół jako obiekt przypadku w kieślowskiej wykładni? No, nie całkiem, bo tutaj - w zależności od przypadku - chodziłoby o wydobycie cech stojących we wzajemnej opozycji do siebie. W filmie Witek jest jak skała: bez względu na warunki, zawsze ten sam.
Część pierwsza podobała mi się najbardziej. Być może jej przewaga nad prawie równie świetną częścią drugą polegała na obsadzie aktorskiej: Łomnicki, Zapasiewicz, Gajos - całą trókę zaliczam do moich ulubionych. Ostatnia, najkrótsza nowela, pozbawiona jest dramatyzmu charakterystycznego dla dwóch pierwszych, ale jest równie ważna ze względu na dopełnienie katalogu postaw, które zajmowali w tamtych czasach uczciwi młodzi ludzie. Na co się decydowali zależało często właśnie od tytułowego przypadku.
TVP pokazała zrekonstruowaną cyfrowo wersję, ze scenami pierwotnie wyciętymi przez cenzurę, która w porównaniu z oryginałem miała jeden ubytek: spośród usuniętych fragmentów nie udało się odnaleźć tylko jednago: sceny bicia Witka przez milicjantów na dworcu w drugiej części. Zostało to w filmie zaznaczone. Ciekawą w tym kontekście jest uwaga jednego z recenzentów.
Szukając śladów tego filmu w moim /xp2/www/helps/dziennik.txt zauważyłem, że Martin Scorsese włączył ten film do swojej listy klasyki polskiego kina.
Skopiowane z: /xp2/www/silva-rerum/przypadek.txt
Fragmenty recenzji wynotowałem w tym samym czasie również do: /xp2/www/silva-rerum/przypadek.txt
Notowałem: 28.2.2018
FilmPolski (dobre streszczenie wszystkich 3 przypadków)
Sprawa miała się podobnie jak z obejrzanym przed niespełna miesiącem Amour: widziałem Przypadek przed laty i zapamiętałem jako wybitny. Gdy więc dostrzegłem, że pokazuje go TVP Kultura, skorzystałem z okazji.
Oczywiście nie sposób dzisiaj odebrać ten film tak samo jak w czasach przed rozpadem komuny. Nawet kiedy oglądałem go po raz pierwszy, w czerwcu 2004, pamięć o tamtych czasach była na tyle świeża, że przeżywałem go bardziej emocjonalnie.
Jako dzieło sztuki film nadal imponuje. Skróciłbym jedynie rozwlekłe sceny erotyczne w części trzeciej. Jak bardzo zmieniła się moja wrażliość na ten film najwyraźniej odczuwałem oglądając sceny religijne, kiedy to Witek zbliża się do kościoła. Jak diametralnie inaczej jawił się nam wtedy polski kościół katolicki! Wtedy otwarty, rozumiejący i odważny, dzisiaj szowinistyczny, obskurancki i zachowawczy. Kościół jako jego ludzie i instytucja niewiele się pewnie zmienił. To inne warunki zewnętrzne spowodowały, że twarz kościoła wtedy tworzyli inni z nim związani ludzie niż ci, którzy robią to teraz. Kościół jako obiekt przypadku w kieślowskiej wykładni? No, nie całkiem, bo tutaj - w zależności od przypadku - chodziłoby o wydobycie cech stojących we wzajemnej opozycji do siebie. W filmie Witek jest jak skała: bez względu na warunki, zawsze ten sam.
Część pierwsza podobała mi się najbardziej. Być może jej przewaga nad prawie równie świetną częścią drugą polegała na obsadzie aktorskiej: Łomnicki, Zapasiewicz, Gajos - całą trókę zaliczam do moich ulubionych. Ostatnia, najkrótsza nowela, pozbawiona jest dramatyzmu charakterystycznego dla dwóch pierwszych, ale jest równie ważna ze względu na dopełnienie katalogu postaw, które zajmowali w tamtych czasach uczciwi młodzi ludzie. Na co się decydowali zależało często właśnie od tytułowego przypadku.
TVP pokazała zrekonstruowaną cyfrowo wersję, ze scenami pierwotnie wyciętymi przez cenzurę, która w porównaniu z oryginałem miała jeden ubytek: spośród usuniętych fragmentów nie udało się odnaleźć tylko jednago: sceny bicia Witka przez milicjantów na dworcu w drugiej części. Zostało to w filmie zaznaczone. Ciekawą w tym kontekście jest uwaga jednego z recenzentów.
Szukając śladów tego filmu w moim /xp2/www/helps/dziennik.txt zauważyłem, że Martin Scorsese włączył ten film do swojej listy klasyki polskiego kina.
Skopiowane z: /xp2/www/silva-rerum/przypadek.txt
I won't repeat here how the film opens, because I copied appropritate fragments from external reviewers, below. It is late 1970s in Łódź where Witek is a medical student. His father dies leaving him a puzzling message: "Już niczego nie musisz." Witek takes a leave of absence from his studies and hurries to the station to catch a train to Warsaw. This is how all 3 different stories begin. See below the episode with a coin.Nie zdołałem wtedy napisać streszczenia trzeciego przypadku. Jest opisany w FilmPolski.
In the first version Witek catches the receding train. He gets into a conversation with an unknown elderly man who invites him to stay in his Waraw apartment. Werner is a Party activist who was imprisoned during the Stalin times and was released only after Gomulka took over. He seems to be a decent man who believes in the Party, but not blindingly. He is aware of many tragedies and errors, and if he decides to suggest to Witek that he might consider joining the Party, he does it in a very subtle way, leaving the decison entirely to Witek. He hands him a business card of his old friend, Adam, who is a much higher Party official. Both Werner and Adam were in love with Krystyna, but because Adam was released earlier, he not only got an influential position in the Party, but also took Krystyna. After several days of deliberations Witek decides to turn to Adam. The first conversation they have indicats that Adam is a cynical apparatchik, but the young Witek doesn't yet see it. As one of his first assignments he is dispatched to a center for treating drug abusers somewhere in the province to quell a strike which the lower personnel started after the Party replaced the doctors there with its own cronies. Witek succeeds to free the hostages locked up in a cage. Back in Warsaw he meets his old love, Czuszka. They warm up their affair. She is involved in underground activities, in particular in distributing illegal literature. In one of the conversation with Adam, Witek mentions this. Few days later, while Witek and Czuszka are walking together, undercover agents arrest Czuszka and let Witek go once they examine his papers. Mad as hell, Witek storms into Adam's office and beats him up. He waits until Czuszka is released from Rakowiecka and tries to explain, but she treats him as a traitor. The last scene is at the airport where Witek joins a group of young party activists. They are to travel to Paris. The trip is called off, however, because strikes are breaking out all over Poland. The plane leaves without them - the very same one which crashes at the end of the third episode.
In the second version, Witek fails to catch the train being stopped by a railway station guard. A fight ensues, Witek is arrested, and then sentenced to a community work. During this work he befriends Marek who initiates Witek into dissident circles. The cell of which he becomes a part is led by a crippled priest, Father Stefan. Under his inluence, Witek, who until now was an atheist gets baptized and takes religion very seriously. Witek works in an underground printing shop. One day he is to deliver money to certain woman who is part of the distribution network of clandestine literature. He arrives there just moments after secret agents have ransacked the apartment. However the lonely woman who lives there is not scared at all. She explains to Witek that she is not afraid because, according to her doctors she should have been dead many years ago. Hence she treats life as a gift. At a Jacek Kaczmarski's concert which Witek organizes in his aunt's apartment, he meets a school friend, a Jew who emigrated to Denmark with his entire family in 1968. His sister Vera and Witek fall in love, but Vera has to leave soon. Witek spends the last frenzy night with her and as the result doesn't open when his colleague from the printing shop knocks at the door. When he finally goes there, he finds a desolated place and one of his colleages waiting for him. He lets Witek understand that because he was not to be found at the night when the place was raided, everybody believed him to work for the secret police. In dispair Witek turns to Father Stefan who doesn't condemn him and tries to explain how difficult the situation is. Stefan suggests that Witek travels to Paris and spends some time there to calm down. When he tries to get all the necessary papers he is told that he can get them but only under the condition that he would be an informer. Witek refuses decisivly.
Fragmenty recenzji wynotowałem w tym samym czasie również do: /xp2/www/silva-rerum/przypadek.txt
Blind Chance opens to a dissociated close-up shot of an anxiously screaming seated passenger named Witek.
His films also deal with the interplay of morality and freedom. Is freedom the absence of morality, or does morality bolster freedom?
Blind Chance opens with a ten-minute series of seemingly unconnected scenes. A body is dragged along a hospital floor, smearing a bloody wake. A young boy says goodbye to his friend who is immigrating to Denmark. An older lad walks with his girlfriend as someone shouts lewd encouragement from a passing car. A young male medical student makes eye contact with his classmate who is physically upset by an autopsy. He asks her why, and she replies that the woman being autopsied was her elementary school teacher, whom she hated. Lastly, the same young man answers a phone. It's the hospital. His father has died. His last words were to tell his son that he is "under no obligations."
Despite the three drastically different paths his life takes, Witek is essentially the same person. His morality is consistent and his behavior in each environment argues for respect and love for everyone. In each scenario, things go wrong, and in each scenario Witek is presented witha ticket to France, a symbol of escape from his duties. Duties should be derived from our morality, Kieslowski believes. The American political and ethical thought has de-emphasized duties and set freedom as a polar ideal. The Western ethos does not prescribe moral obligation; it trumpets individual freedom and isolates that freedom from duty.
Fate, while it plays an important part in the direction his life takes, does not necessarily change a person's character. Witek remains intrinsically the same person yet in adapting to each situation he couldn't be more different - being either a Communist Offical or an underground anti-party activist. Kieslowski's great trick is to make each of these possible outcomes perfectly natural and believable eventualities. The director's other great achievement with the film is that he doesn't make one outcome more beneficial or ideal than another.
Being centered around the political situation in Poland during the late 70's can make the film a bit difficult and it does sometimes distract viewers from what the film is all about. Blind Chance is not a political film - although Kieslowski did have problems with the censors (the film, made in 1981 wasn't shown until 1987) he wasn't particularly bothered by cuts that were requested, because they were nothing to do with the point he was making. It's about making a choice - being true to oneself and one's nature while adapting to whatever situation presents itself. "Everything is important except politics" Kieslowski once said and that is illustrated here. Witek can work for the Communist Party or work against them and it doesn't matter - it's not about which side fate or an accident of birth places you on - it's what you do when you are there that counts.
The influence of Blind Chance is apparent in films such as Peter Howitt's lightweight treatment of the theme in Sliding Doors (1998) and in the rather more kinetic Run Lola Run (1998) by German director TomTykwer, who would go on to direct Heaven (2002), a Kieslowski script filmed posthumously after the director's death in 1996. Kieslowski himself would use many of the devices he tried out here in his Dekalog series - characters from different stories crossing paths in different circumstances and at the end of his Three Colours Trilogy where fate, circumstance and accident draw the characters from each of the three films to a surprising finale. Blind Chance was where several Kieslowskian techniques and themes were first explored and the effect is just as powerful. The Artificial Eye release of Blind Chance, like all their other Kieslowski releases, is exemplary in terms of quality, presentation and extra features.
[ TBK: I liked the previous 3 comments very much. They came from the same review. ]
As Witek runs madly for the train, he knocks into an older woman who drops some change. One coin rolls to the foot of a scruffy-looking man, who picks it up and buys himself a beer. Like the two-franc coin that will seem to stick to Karol's palm in White, this coin might symbolize chance - or fate. [TBK: I loved this little scene, the face of the guy who was buying his lucky beer was great.]
In retrospect, the film opens with the primal scream if Witek a moment before his plane crushes. Images of the past flash before his eyes - except, perhaps, for the first shot in the hospital corridor: while it might be the scene of his birth (the shot is repeated when he describes being born to Czuszka), it could also be the scene of his death. [TBK: It is interesting to note that even A. Insdorf, the author of a book on Kieslowski's cinema doesn't make the historically most plausible association: these bloody bodies being dragged in the hospital corridor are the victims of Poznan unrests in June 1956, Witek's birth date.] [ From: Annette Insdorf, Double Lives, Second Chances: The Cinama of Krzysztof Kieslowski ]
Film: Amour (2012)
Oglądałem u Krysi z Lidzią: 2.2018 * 127 min
Notowałem: 28.2.2018
IMDb
Mając w pamięci wrażenie, jakie film na mnie zrobił, gdy oglądałem go po raz pierwszy (9.2013), skorzystałem z okazji, że pokazywałą go TVP Kultura i obejrzałem go ponownie. Nic nie stracił w ciągu tych kilku ostatnich lat. Tym razem zwróciłem również uwagę na wspaniałą scenografię: mieszkanie, ciągle świetne, ale już z wyrażnie widocznymi śladami zaniedbania, odzwierciedlało stopniowo pogarszający się fizyczny i psychiczny stan jego mieszkańców.
Poniższe notatki pochodzą sprzed kilku lat. Zrobiłem je we wrześniu 2003, będąc ciągle pod wrażeniem obejrzanego właśnie filmu. Skopiowane z /xp2/www/helps/dziennik.txt
Notowałem: 28.2.2018
IMDb
Mając w pamięci wrażenie, jakie film na mnie zrobił, gdy oglądałem go po raz pierwszy (9.2013), skorzystałem z okazji, że pokazywałą go TVP Kultura i obejrzałem go ponownie. Nic nie stracił w ciągu tych kilku ostatnich lat. Tym razem zwróciłem również uwagę na wspaniałą scenografię: mieszkanie, ciągle świetne, ale już z wyrażnie widocznymi śladami zaniedbania, odzwierciedlało stopniowo pogarszający się fizyczny i psychiczny stan jego mieszkańców.
Poniższe notatki pochodzą sprzed kilku lat. Zrobiłem je we wrześniu 2003, będąc ciągle pod wrażeniem obejrzanego właśnie filmu. Skopiowane z /xp2/www/helps/dziennik.txt
The copy I downloaded was a 2.1G copy in mp4 which I was not able to play on stekacz, the old HP desktop. It worked on bubel (my build) just fine. It's interesting, because some other files, even larger and also in mp4, were playing just fine.Wynotowałem wtedy kilka fragmentów z recenzji Nick Pinkerton z Village Voice:
This was one of those films which - based on the reviews - I was most anxious to watch. What intrigued me most was the plot: final days of an old couple. The director was highly praised in all the reviews I read. In order to create my own opinion, I watched two of his films: The White Ribbon (2009) and The Piano Teacher (2001). I liked the former one immensely, but the latter was a disappointment. I detested the prolonged sexual scenes. This experience gave me fears that "Amour" might be equally disgusting. I was afraid that MH might expose the viewer to nasty sex scenes involving the old couple.
My fears didn't materialize. The film was made with an utmost tact. There was nothing which would cause me cringe. Not a single dissonance. Just perfect! Exactly what I have wished the film would be. It impressed me deeply. The story was plain and mundane. The only surprise was Georges going insane at the end and murdering his wife, after she has turned into complete vegetable.
There is no need to write much about this film. I kept thinking about it the entire next day and will watch it again soon, together with Lidzia. Watching Anne's deteriorating condition I was thinking of my own mother who suffered from a similar condition, with the difference, however, that in her case the first stroke had been much more damaging that Anne's.
As I mentioned above, the plot was simple and therefore the power of this movie depended on how it was made. This is where the mastery of MH was demonstrated forcefully. The acting was also superb, both by Emmanuelle Riva (1927-) (Anne) and Jean-Louis Trintignant (1930-) (Georges).
Looking for other movies with Emmanuelle Riva I discovered Leon Morin, Priest (1961). The only version I found on the Web was a Russian one on YouTube, which I downloaded. She also had the main part in Hiroshima, mon amour (1959), which I already have in my collection.
Jean-Louis Trintignant played the judge in Kieślowski's Three Colors: Red (1994), in Z (1969), and also in The Conformist (1970). I didn't have the latter, but found it in torrents and will download it [done]. Emmanuelle Riva also worked with Kieślowski's in his Three Colors: Blue (1993).
Endemic to Haneke's dry, ratchet-turning movies is the anticipation of an Inevitable Awful Event—let us call it the "IAE"—an event in which the incipient horror of the human condition pops out from behind the veneer of civilization, an event that the veteran Haneke viewer understands, upon going in, is part of the contract. The IAE breaks the brittle surface of Haneke's style, and the bracing plunge after the crack of the ice delivers a harsh lesson. His pedantic, castigating filmmaking is a vehicle for these lessons, which have never yet confirmed man's high opinion of himself.
But for now, they are happy, returning home from a piano concert to their bastion of civilized mutual contentment. (There is a vague threat from the outside world—someone has recently tried to jimmy their front door.)
[...] she is identified as a former piano teacher, like Isabelle Huppert in, well, The Piano Teacher, and Huppert appears here in a supporting role as the couple's middle-aged daughter.
I don't recall the words "Je t'aime" being spoken aloud in the two hours of Amour, but they are constantly reiterated in acts of consideration, tenderness, and tending to toilette.I jeszcze kilka wypisów z różnych źródeł:
When Georges dismisses a condescending nurse to defend what's left of his wife's violated dignity, the outrage blazing from his eyes attests to Trintignant's undiminished power.
TBK: This was indeed a notable moment, to me mainly as an acute observation of life. A detail which made the film so plausible and powerful.
The centerpiece involves Trintignant chasing around a stray pigeon trapped in the apartment, presumably significant of his wife's soul (I hesitate to use the word with regards to such a flatly materialist film), longing to be set free from earthly fetters.
TBK: I didn't try to interpret this at all, but this comment makes sense.
During his film's lulls, I found myself remembering movies, thanatological and otherwise, that had given me something more to chew on: A snatch of Schubert's Impromptu in G flat major D899 No. 3 in Amour recalled the same piece's use in Bertrand Blier's 1989 Too Beautiful for You; the process of slow physical breakdown depicted through abrupt narrative jumps, Maurice Pialat's ferocious 1974 Le Gueule Ouverte; the subject of an aging couple, Leo McCarey's 1937 Make Way for Tomorrow, a film so mawkish as to suggest that there might be something worthwhile in sharing one's life with someone else before the return to dust. This year alone already brought Yorgos Lanthimos's Alps, a mysterious, funny-sad film poking around the empty spaces left by death.
Look carefully at the condition of the kitchen when we see Georges and Anne having their meal on that fateful day and see how things begin to change.
A grace note of the movie is that the distance between Eva and her parents, an alienation that adds an edge into her voice when she talks to Georges and he to her, is never explained. Mr. Haneke doesn’t put his characters on the couch, offering up personalities that can be easily scanned and compartmentalized. As a consequence, his characters can be difficult to get a handle on, opaque, which might be frustrating if there wasn’t so much meaning packed into their everyday conversations and gestures, including what they leave unsaid. Early on, for instance, Anne teases Georges — at least she seems to be teasing — by calling him a monster. She doesn’t explain herself and neither does Mr. Haneke, which allows her meaning to reverberate, to grow steadily louder until it booms.
This is a film that will make you weep not only because life ends but also because it blooms.
W Miłości Haneke eksploruje kwestię, która intrygowała już wczesnośredniowiecznych filozofów pochylających się nad Biblią. I zdaje się podążać za myślą św. Augustyna, który twierdził: tam, gdzie jest miłość, nie ma cierpienia, a jeśli nawet jest, to samo staje się przedmiotem miłości.
Emblematyczna dla postawy reżysera jest scena, gdy Georges wypuszcza schwytanego wcześniej gołębia, który wleciał przez okno do przedpokoju. Biały gołąb, uparcie powracający na znajomy parapet, to swoisty leitmotiv filmu. I wieloznaczny symbol – ludzkiej duszy, śmierci, ale też – czystości, wierności i wolności.
Książka: "Ja tego Żyda znam!" : szantażowanie Żydów w Warszawie, 1939-1943, Jan Grabowski (1962- ), 2004
Czytałem: 2.2018 * 138 s. (100%) * dokładnie
Egzemplarz wypożyczony z Biblioteki Uniwersytetu Gdańskiego
Notowałem: 23.2.2018 * papier
Zainteresowałem się tą książką w związku z dyskusją jaka od kilku tygodni trwa w mediach po uchwaleniu przez sejm poprawki do statutu IPN, której najbardziej kontrowersyjną częścią jest zapis o karaniu (do 3 lat pozbawienia wolności) za upowszechnianie niezgodnych z prawdą informacji sugerujących polską odpowiedzialność za Holocaust.
Media rządowe prowadzą kampanię pokazania Polaków jako bohaterów, którzy w latach okupacji ratowali Żydów (dowód: największa liczba drzewek w Yad Vashem honoruje dokonania Polaków), przemilczając przy tym haniebne zachowania innych - też Polaków.
Książeczka jest niewielka i warto będzie ją nabyć, albowiem najcenniejsze w niej są fragmenty materiałów z niemieckich sądów działających w czasie okupacji w Warszawie. Na Allegro znalazłem jedynie wersję elektroniczną (epub, mobi) za 20 zł.
Ze wstępu:
Inny aspekt sprawy źródeł był także dla mnie nowością. Nie wiedziałem, że szmalcownicy, szczególnie ci nieprzypadkowi, bądź współpracowali z Niemcami i "granatowymi" policjantami, albo sami udawali Niemców, aby zwiększyć swoją skuteczność. A także, że wielu z nich działało w gangach.
Wypisy
Egzemplarz wypożyczony z Biblioteki Uniwersytetu Gdańskiego
Notowałem: 23.2.2018 * papier
Zainteresowałem się tą książką w związku z dyskusją jaka od kilku tygodni trwa w mediach po uchwaleniu przez sejm poprawki do statutu IPN, której najbardziej kontrowersyjną częścią jest zapis o karaniu (do 3 lat pozbawienia wolności) za upowszechnianie niezgodnych z prawdą informacji sugerujących polską odpowiedzialność za Holocaust.
Media rządowe prowadzą kampanię pokazania Polaków jako bohaterów, którzy w latach okupacji ratowali Żydów (dowód: największa liczba drzewek w Yad Vashem honoruje dokonania Polaków), przemilczając przy tym haniebne zachowania innych - też Polaków.
Książeczka jest niewielka i warto będzie ją nabyć, albowiem najcenniejsze w niej są fragmenty materiałów z niemieckich sądów działających w czasie okupacji w Warszawie. Na Allegro znalazłem jedynie wersję elektroniczną (epub, mobi) za 20 zł.
Ze wstępu:
Wbrew często powtarzanym opiniom, zjawisko szmalcownictwa nie należało do zachowań marginalnych, lecz stało się źródłem zarobków dla tysięcy ludzi. Całe rzesze warszawiaków stały się bezpośrednimi (i często biernymi) świadkami wymuszeń, a całe społeczeństwo było świadome istnienia nagonki na ukrywających się Żydów. Choć liczbę Żydów wydanych w ten sposób w ręce Niemców trudno oszacować, to zbrodniczą działalność szantażystów i donosicieli należy rozpatrywać nie tylko w kategoriach cierpienia i śmierci ich bezpośrednich ofiar, lecz również męczeństwa tych wszystkich, którzy - bojąc się zagrożeń czekających na nich po drugiej stronie murów - zdecydowali się pozostać w getcie i podzieli los większości warszawskich Żydów. Do zbrodni szmalcowników należałoby również dodać ofiary „zatrzaśniętych drzwi” - ludzkiej obojętności i strachu. Niektórzy warszawiacy, którzy w innych okolicznościach pomogliby zaszczutym przez Niemców Żydom, wobec zagrożenia donosami i szantażami w odruchu samoobrony, zamykali drzwi przed szukającymi kryjówki.Największym zaskoczeniem było źródło informacji, na których, w większości przypadków, oparł się autor: były to akta niemieckich sądów z lat 1939-1941. W pierwszych dwóch latach wojny (do listopada 1941, czyli momentu wprowadzenia kary śmierci dla Żydów za opuszczanie getta) zdarzało się, że ofiary szmalcowników wnosiły skargi do sądu. Władze okupacyjne reagowały na ogół jedynie w tych przypadkach, kiedy w proceder szantażu wmieszani byli Niemcy. Dzieki tym przypadkom zachowało się trochę akt sądowych, na podstawie których można odtworzyć działalność tych przestępców.
Inny aspekt sprawy źródeł był także dla mnie nowością. Nie wiedziałem, że szmalcownicy, szczególnie ci nieprzypadkowi, bądź współpracowali z Niemcami i "granatowymi" policjantami, albo sami udawali Niemców, aby zwiększyć swoją skuteczność. A także, że wielu z nich działało w gangach.
Wypisy
- Słowo "szmalcownik" nie znalazło się w 13-tomowej encyklopedii PWN z lat 60-tych.
- [...] szmalcownictwo z całą pewnością nie zaliczało się do problemów marginalnych. [s. 15]
- Steve Paulson, na podstawie pamiętników ukrywających się w Warszawie Żydów pisze o kilkuset gangach skupiających od trzech do czterech tysięcy ludzi. [s. 16]
- Pierwszym krokiem ułatwiajającym szantaż było wprowadzenie 1 grudnia 1939 roku nakazu noszenia przez Żydów opasek z gwiazdą Dawida.
- W okupowanej Warszawie działały również grupy oszustów "wyspecjalizowanych" w wymuszaniu pieniędzy od Polaków. Namierzali oni rodziny ludzi aresztowanych bądź wziętych w łapankach i - w zamian za sowitą opłatę - obiecywali interwencję u władz niemieckich. [s.52]
- Państwo podziemne zaczęło się interesować szmalcownickami dość późno, od wiosny 1943 roku. [...] Rada Pomocy Żydom powstała w grudniu 1942. [s. 54]
- [...] najtrudniejsze do ukrycia były "żydowskie oczy", pełne bólu i smutku. [s. 66]
- Łowienie "grubej ryby" zaczynało się od zarzucenia sieci, czyli wytypowania osób mających pewne środki finansowe, oraz użycia argumentów "nie do odparcia". [s. 67]
- Do najść i wymuszeń przeprowadzonych metodą "na Niemca" trzeba dodać szantaże oparte na nadużyciu stanowiska służbowego. Od stycznia 1940 roku Żydzi zmuszeni byli rejestrować swoje mienie i - przewidując przejęcie tegoż przez władze niemieckie - zaczęli sprzedawać swoje kamienice aryjczykom. W wypadku transakcji dotyczących domów należało spisać umowę notarialną i antydatować ją na okres bezpośrednio poprzedzający wprowadzenie przepisów antyżydowskich. [...] W wypadku umów dotyczących sklepów i fabryczek, o wszelkich zmianach należało również powiadomić Ubezpieczalnię Społeczną. Jeżeli na liście płac pracowniczych nadal figurowało nazwisko byłego żydowskiego właściciela, bądź też jego rodziny, przed urzędnikami-szantażystami otwierał się pole działania. Haracz można było pobierać tak od Żydów, jak i od nowych właścicieli. [s. 83]
- "Aryjskie papiery". Do najważniejszych dokumentów, które należało sobie sprokurować, należały: katolicka metryka ślubu, kennkarta, odcinek meldunkowy, Ausweis (legitymacja służbowa), poświadczenie z urzędu pracy (tzw. Bescheiningung), kartki żywnościowe, zaświadczenie o szczepieniu tyfusu, przepustki rozmaitych rodzajów oraz - rzecz szczególnie istotna dla Żydów - metryka urodzenia. [s. 103]
- Stosunkowo liczni Żydzi mówili po niemiecku, wobec czego wśród szmalcownicków znajomość tego języka wzbudzała natychmiast podejrzenia o "złe" pochodzenie. [s.105]
- Innym wyspecjalizowanym typem gangów żerujących na Żydach, były warszawskie kolumny dezynfekcyjne. [...] Szantażują właścicieli eleganckich mieszkań, w których nie trzeba przeprowadzać dezynfekcji, groźbą zniszczenia bielizny, odzieży, itp. [s 126]
Przeczytawszy to uświadomiłem sobie z całą mocą za co nas Polaków
nienawidzi spora grupa Żydów. Przypomniałem sobie objawy tej nienawiści,
z którymi spotkałem się kilkakrotnie w Nowym Jorku. Wtedy nie mogłem
tego zrozumieć.
Recenzja Roberta Szuchty (skopiowałem ją także do: /xp2/www/bibl/images/scans/book-pages/ja-tego-zyda-znam-2004/)
Książka: Pypcie na języku, Michał Rusinek (1972- ), 2017
Czytałem: 2.2018 * 204 s. (100%) * dokładnie
Egzemplarz wypożyczony z Biblioteki Uniwersytetu Gdańskiego
Notowałem: 27.2.2018 * papier
Natrafiłem na tę książeczkę przypadkowo szukając innej w BUGu. Po przeczytaniu pierwszych 50 stron zamierzałem zrezygnować z dalszej lektury, albowiem wydało mi się, że aczkolwiek obcowanie z tym tekstem sprawiało mi przyjemność, to jednak niewiele z tego wynikało. Pomyślałem, że lepiej będzie, gdy czas który poświęciłbym na doczytanie do końca, przeznaczę na inne "poważniejsze" lektury.
Przed zabraniem się do zdania pisemnej relacji z przeczytanego fragmentu przeczytałem jeszcze felietony z ostatniej części: Pypcie obywatelskie. Te spodobały mi się znacznie lepiej, nie poprzestałem więc na nich. W miarę czytania coraz bardziej nabierałem przeświadczenia, że mój pierwszy osąd był niesprawiedliwy, że padłem ofiarą błędnych założeń, z którymi przystąpiłem do lektury: spodziewałem się tam znaleźć godne wynotowania anegdoty - ponieważ takie trafiały się rzadko, chciałem zrezygnować.
Główne wartości tego zbioru leżały gdzie indziej i początkowo umknęły mojej uwadze. Refleksje na temat używania języka w życiu codziennym oraz reakcje na zjawiska związane ze słownictwem otwierają oczy na to jak się mówi wokół nas. Demonstrują jak pasjonujące i pouczjące mogą być nawet te rzeczy, które nas denerwują, więc reklamy, szumne nazewnictwo rzeczy pospolitych, nagminne wtręty zaczerpnięte ze języka angielskiego, itp.
Drugą cechą tej książki, której nie dostrzegłem podczas pierwszej fazy czytania był inteligentny, dyskretny humor, którym książeczka jest przesycona. Rzadko się zdaża, abym się głośno śmiał w czasie lektury, W tym przypadku złapałem się na tym wielokrotnie. W większości przypadków powodem tego nie były jedynie przytoczone anegdoty, ale również sposob w jaki autor je przedstawił.
Dowcipna, przesycona ironią reakcja, którą autor zaprezentował wobec otaczającego go świata (w tym przypadku w zakresie językowym), bardzo mi odpowiada. Sam chciałbym być zdolnym do takiego oglądu rzeczywistości. Oczywiście, nie mam szans na dorównanie autorowi w tym względzie, ale nic nie stoi na przeszkodzie, abym do tego dążył.
Dlaczego "pypcie"?
Wypisy
Egzemplarz wypożyczony z Biblioteki Uniwersytetu Gdańskiego
Notowałem: 27.2.2018 * papier
Natrafiłem na tę książeczkę przypadkowo szukając innej w BUGu. Po przeczytaniu pierwszych 50 stron zamierzałem zrezygnować z dalszej lektury, albowiem wydało mi się, że aczkolwiek obcowanie z tym tekstem sprawiało mi przyjemność, to jednak niewiele z tego wynikało. Pomyślałem, że lepiej będzie, gdy czas który poświęciłbym na doczytanie do końca, przeznaczę na inne "poważniejsze" lektury.
Przed zabraniem się do zdania pisemnej relacji z przeczytanego fragmentu przeczytałem jeszcze felietony z ostatniej części: Pypcie obywatelskie. Te spodobały mi się znacznie lepiej, nie poprzestałem więc na nich. W miarę czytania coraz bardziej nabierałem przeświadczenia, że mój pierwszy osąd był niesprawiedliwy, że padłem ofiarą błędnych założeń, z którymi przystąpiłem do lektury: spodziewałem się tam znaleźć godne wynotowania anegdoty - ponieważ takie trafiały się rzadko, chciałem zrezygnować.
Główne wartości tego zbioru leżały gdzie indziej i początkowo umknęły mojej uwadze. Refleksje na temat używania języka w życiu codziennym oraz reakcje na zjawiska związane ze słownictwem otwierają oczy na to jak się mówi wokół nas. Demonstrują jak pasjonujące i pouczjące mogą być nawet te rzeczy, które nas denerwują, więc reklamy, szumne nazewnictwo rzeczy pospolitych, nagminne wtręty zaczerpnięte ze języka angielskiego, itp.
Drugą cechą tej książki, której nie dostrzegłem podczas pierwszej fazy czytania był inteligentny, dyskretny humor, którym książeczka jest przesycona. Rzadko się zdaża, abym się głośno śmiał w czasie lektury, W tym przypadku złapałem się na tym wielokrotnie. W większości przypadków powodem tego nie były jedynie przytoczone anegdoty, ale również sposob w jaki autor je przedstawił.
Dowcipna, przesycona ironią reakcja, którą autor zaprezentował wobec otaczającego go świata (w tym przypadku w zakresie językowym), bardzo mi odpowiada. Sam chciałbym być zdolnym do takiego oglądu rzeczywistości. Oczywiście, nie mam szans na dorównanie autorowi w tym względzie, ale nic nie stoi na przeszkodzie, abym do tego dążył.
Dlaczego "pypcie"?
Wypisy
- Zadzwoniła do mnie kiedyś pani z banku i zapytała, czy rozmawia "z panem Michałem Rusinek". Odpowiedziałem uprzejmie że tak. ale ja się deklinuję. Na co ona: "A, to przepraszam. Zadzwonię później."
- [o tabliczkach] Druga głosi "Zakaz dobijania dziobem". Brzmi to wprawdzie makabrycznie, ale gdy się zorientujemy, że tabliczka jest umieszczona w porcie - oddychamy z ulgą. Jodowanym powietrzem.
- [o dziecięcym słowotwórstwie w zakresie religii] "Pięknaś ino po kolana" (zamiast "i niepokalana"), "nie wódź nas na pokruszenie". A wiedzą Państwo, kto to są "jakoimy"? To tacy ludzie, którzy odpuszczają naszym winowajcom! [TBK: nie zakwalifikowałbym tego jako przykłady słowotwórstwa: przytoczone przypadki świadczą raczej o tym jak dzieci sobie radzą z nowymi słowami - słyszą tak, aby wpisać nowe słowo w te, które już znają. Nasza Juliczka, słysząc w kościele "Alleluja!" myślała, że to o niej: "Ale Julia!"]
- W Poznaniu był kiedyś zakład krawiecki, nad którym wisiał szyld: "Spodnie. Rok założenie 1912." [...] billboard z reklamą o treści: "Rękawice robocze z drugiej ręki".
- "Trener spojrzał na zegarek, by dać swoim zawodnikom ostatnie wskaźwki." To co dosłowne splata się w niej z tym co metaforyczne, jak w poezji Jacka Podsiadły: "Z uniesień pozostało mi uniesienie brwi, ze wzruszeń - uniesienie ramion"
- [o samochodowych nawigatorach] Podobnie niepokojąco brzmieć powinna sugestia: "Za 200 metrów jedź do przodu". Nie sprawdzamy jednak nerwowo, czy aby do tej pory nie jechaliśmy do tyłu, gdyż mówi to nam uśmiechnięty Krzysztof Hołowczyc [rajdowiec, który użycza swego głosu systemom nawigacji]
- Moje ulubione [zapożyczenie z angielskiego] jest jednak "wyałtosorsowanie" (zlecenie czegoś firmie zewnętrznej), w którym angielski przedrostek "out-" zostaje wzmocniony przez polski odpowiednik "wy-". Jestem pewien, że to słowo spodobałoby się szczególnie "Siostom Siters".
- Utytułowany prelegent przekonywał uczone gremium, że istnieją wprawdzie języki, w których podwójne przeczenie oznacza twierdzenie, w żadnym jednak języku podwójne twierdzenie nie daje przeczenia. Na co odezwał się głos z sali: "Tak, tak...". Nie było to rzecz jasna, żadne przeczenie, lecz zwykła ironia (zaakcentowana dodatkowo intonacją). Niemniej okazała się skuteczna: tego typu zabiegi potrafią przecież zbić z pantałyku nawet najbardziej profesjonalnego naukowca. Nawet takiego, który wie co to takiego pantałyk. [TBK: Próbowałem to ustalić, ale okazało się, że istnieje kilka bardzo różnych hipotez na znaczenie tego słowa.] [TBK: To jedna z moich ulubionych anegdot. Znałem ją wcześniej, ale nie jestem pewien, czy ją przedtem gdziekolwiek zapisałem.]
- Kiedy naszym myśleniem o świecie i o nas samych zaczynają rządzić proste, a nawet prostackie opozycje - to znak, że ktoś nas zmanipulował, ktoś nam wmówił jakąś swoją wizję świata.
Ulga (s. 189-190):
Ceramika(s. 193-4):
Regres (s. 195-6):
Oksymoron (s. 202-3):
Książka: Historia polityczna Polski. Nowe sporzenie (Tom 1), Radosław Patlewicz, 2017
Czytałem: 2.2018 * 261 s. (5%) * dokładnie fragment: 61-77
Egzemplarz wypożyczony z Biblioteki Uniwersytetu Gdańskiego
Notowałem: 24.2.2018 * papier
Natrafiłem na tę książkę przypadkiem, szukając na półkach BUGu innej pozycji. Zwabił mnie podtytuł: "Nowe spojrzenie".
Na próbę przeczytałem rozdział 6. Od królestwa do imperium (1370-1434). To mi wystarczyło, aby zezygnować z reszty. Na potwierdzenie negatywnej opinii wynotowałem kilka fragmentów:
Egzemplarz wypożyczony z Biblioteki Uniwersytetu Gdańskiego
Notowałem: 24.2.2018 * papier
Natrafiłem na tę książkę przypadkiem, szukając na półkach BUGu innej pozycji. Zwabił mnie podtytuł: "Nowe spojrzenie".
Na próbę przeczytałem rozdział 6. Od królestwa do imperium (1370-1434). To mi wystarczyło, aby zezygnować z reszty. Na potwierdzenie negatywnej opinii wynotowałem kilka fragmentów:
Nowa władczyni miała zaledwie 9 lat w chwili obrania na Króla Polski. [...] nie powołano oficjalnego regenta z powodu wyjątkowo dorosłej postawy życiowej oraz wybitnej wiedzy młodego Króla Jadwigi. [s. 62-3] [TBK: Czyli że co? 9-letnia dziewczynka rządziła?! Poza tym ten "Król Jadwiga" pisany wielką literą!]
W 1387 roku stanęła na czele wyprawy zbrojnej na Ruś celem odzyskanioa jej dla Polski. [s. 65] [TBK: 14-letnia dziewczynka?! Lepiej niż Joanna d'Arc, która dopiero w wieku 17 lat poprowadziła francuską armię do zwycięstw.]
Jeżeli Europa była na najwyższym poziomie cywilizacyjnym w świecie, to Królestwo Polskie przodowało w Europie. [s. 73] [TBK: Może to i logicznie poprawne, bo z fałszywej przesłanki można wydedukować dowolny fałsz.]
Dowodzona przez Jana Kobylańskiego armia polsko-litweska odśpiewała Bogurodzicę i w zaledwie godzinę starła w proch siły krzyżckie. [s. 74] [TBK: Kwalifikuje się do "Przekrojowego" humoru zeszytów szkolnych.]
Król podarował Elżbiecie komplet rzadkich skór sobolich. Cztery dni później kobieta zmarła ... [s. 75] [TBK: "kobieta zmarła" - co za styl!]We wstępie, do lektury tej książki gorąco namawia Grzegorz Braun, którego znam z jak najgorszej strony. Lektura wstępu utwierdziła mnie w tej opinii. Pisze o pracy RP jako korzystnie odbiegającej od
postępackiej normy, wyznaczanej przez przesądy kolektywistyczne (propagowane zwłaszcza przez loże z lewa), mity republikańskie (propagowane przez loże z prawa), legendy insurekcyjne i haggady judeo-idealistyczne (obowiązkowo propagowane przez loże wszelakie.Szczególnie spodobały mi się owe "haggady". Wstęp o tyle adekwatny, że po jego przeczytaniu możnaby natychmiast zrezygnować z dalszej lektury, chyba że czytelnikowi zależałoby na przekonaniu się jak autor zrealizował te wszystkie cechy "dobrej" książki historycznej opisane przez GB. Koszmar!
Tuesday, February 27, 2018
Książka: Muzeum, Paweł Machcewicz (1966- ), 2017
Czytałem: 2.2018 * 299 s. (100%) * dokładnie
Egzemplarz wypożyczony z Biblioteki Uniwersytetu Gdańskiego
Notowałem: 22.2.2018 * papier
Na początku lutego, na kilka dni przed wyjazdem do Warszawy spędziłem 3 godziny w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Chętnie zostałbym tam dłużej, ale byłem umówiony na 14-tą z jednym z fachowców w nowym domu. Muzeum mnie zachwyciło: świetna scenografia i przejrzystan, niemęcząca ekspozycja. Będę tam wracał.
Jednym z powodów zwiedzenia muzeum była polityczna batalia, jaka się rozpętała wokół niego, o której kilkakrotnie czytałem w prasie. Po powrocie zainteresowałem się tym tematem i z radością odkryłem niedawno wydaną książkę opisującą historię postawania muzeum. Autorem jest Paweł Machcewicz, pomysłodawca i dyrektor tej placówki od samego początku jej istnienia aż do kwietnia 2017, kiedy został usunięty z tego stanowiska w wyniku połączenia muzeum z nieistniejącym Muzeum II Wojny Światowej Westerplatte.
Rozgrywki polityczne wokół muzeum zakończone haniebnym wchłonięciem potężnego muzeum przez nieistniejącą placówkę pozwalają zrozumieć jak groźna dla polskiej kultury było przejęcie władzy przez obóz PiSu. Wyraźnie pokazało konsekwencje podporządkowania sobie sądownictwa przez obecną ekipę. W takich niecodziennych przypadkach jak ten widać jak ważnym jest mieć niezależne sądy, które mogłyby rozstrzygać spory w sposób apolityczny.
Muzea utworzone w kontekście politycznym:
Czwórka głównych twórców muzeum to: Paweł Machcewicz, Piotr M. Majewski, Janusz Marszalec, Rafał Wnuk.
Kolegium Programowe:
Krytycy: Piotr Semka, Piotr Zaremba, Jan Pospieszalski, Dariusz Gawin, Jarosław Kaczyński.
Obrońcy: Marcin Kula, Grzegorz Motyka, Jerzy Kochanowski,
Projekt architektoniczny: gdyńskie Studio Architektoniczne "Kwadrat".
Projekt scenografii: belgijska pracownia Tempora z Brukseli. Głównym doradcą firmy jest Krzysztof Pomian (1943-). [pp 86-88]
Wykonawca: Firma Qumak
Krytycy na prawicy zarzucali twórcom brak wyeksponowania heroizmu czynu zbrojnego Polaków oraz zbytnią koncentrację na okropnościach wojny, w której głównymi ofiarami byli cywile. Ponadto nie podobało się im zbytnie umiędzynarodowienie narracji kosztem opowieści o sprawach polskich. Drażniło ich też pokazanie takich wydarzeń jak mord na Żydach w Jedwabnym.
Zwiedzałem wystawę 11 miesięcy po jej otwarciu. Z infomacji, które znalazłem w Internecie wynikałoby, że jedyną dotychczasową ingerencją było usunięcie filmu kończącego ekspozycję, który przedstawiał dzieje powojenne Polski zwieńczone zwycięstwem "Solidarności" pod przywództwem Lecha Wałęsy.
Wrogość PiSowców wobec muzeum wynika też z tego, że jest ono w takim sensie pomnikiem dla Donalda Tuska, jak Muzeum Powstania Warszawskiego jest pomnikiem dla Lecha Kaczyńskiego.
Myślałem o muzeum w trakcie lektury książki Łagowskiego n/t Rosji. Zastanawiałem się, czy usprawiedliwione było zrównanie w swej demoniczności Niemiec Hitlera z Rosją Stalina. Takie przynajmnie odniosłem wrażenie podczas zwiedzania, być może pod wpływem wspaniałego w swojej ekspresji wielkiego korytarza, którego ściany po jednej stronie były zawieszone flagami ze swastyką, a po drugiej flagami z sierpem i młotem. Podobne wrażenie zrobiła na mnie ogromna mapa wschdnich terenów Polski przedwojennej przedarta czerwoną linią granicy którą Hitler i Stalin podzielili Polskę. Muszę zwrócić uwagę na ten aspekt wystawy podczas następnego zwiedzania.
Jeszcze w kilku innych miejscach zwróciłem uwagę na wspaniałą scenografię.
Duncan F. Cameron: "The Museum, a Temple or the Forum", [w:] "Reinventing the Museum", Gail Anderson, 2004, pp 61-73.
Egzemplarz wypożyczony z Biblioteki Uniwersytetu Gdańskiego
Notowałem: 22.2.2018 * papier
Na początku lutego, na kilka dni przed wyjazdem do Warszawy spędziłem 3 godziny w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Chętnie zostałbym tam dłużej, ale byłem umówiony na 14-tą z jednym z fachowców w nowym domu. Muzeum mnie zachwyciło: świetna scenografia i przejrzystan, niemęcząca ekspozycja. Będę tam wracał.
Jednym z powodów zwiedzenia muzeum była polityczna batalia, jaka się rozpętała wokół niego, o której kilkakrotnie czytałem w prasie. Po powrocie zainteresowałem się tym tematem i z radością odkryłem niedawno wydaną książkę opisującą historię postawania muzeum. Autorem jest Paweł Machcewicz, pomysłodawca i dyrektor tej placówki od samego początku jej istnienia aż do kwietnia 2017, kiedy został usunięty z tego stanowiska w wyniku połączenia muzeum z nieistniejącym Muzeum II Wojny Światowej Westerplatte.
Rozgrywki polityczne wokół muzeum zakończone haniebnym wchłonięciem potężnego muzeum przez nieistniejącą placówkę pozwalają zrozumieć jak groźna dla polskiej kultury było przejęcie władzy przez obóz PiSu. Wyraźnie pokazało konsekwencje podporządkowania sobie sądownictwa przez obecną ekipę. W takich niecodziennych przypadkach jak ten widać jak ważnym jest mieć niezależne sądy, które mogłyby rozstrzygać spory w sposób apolityczny.
Muzea utworzone w kontekście politycznym:
- Muzeum Holokaustu,
Waszyngton, 1993,
Niemieckie Muzeum Historyczne (Brlin),
Dom Historii Federalnej Republiki (Bonn),
Muzeum Bomby Atomowej, Nagasaki, 1996,
Dom Terroru (Terror Haza), Budapeszt, 2002 (daleko osunięta instrumentalizacja do celów politycznych),
Perm 36 (1995, historia systemu Gułagu, w 2014 zmieniono dyrekcję i powołano nowe muzeum - odtąd nie dokumentowało ono represji, ale wkład systemu gułagowego w zwycięstwo nad II Rzeszą),
Muzeum Powstania Warszawskiego.
Czwórka głównych twórców muzeum to: Paweł Machcewicz, Piotr M. Majewski, Janusz Marszalec, Rafał Wnuk.
Kolegium Programowe:
KRAJOWI: Władysław Bartoszewski, Tomasz Szarota, Włodzimierz Borodziej, Jerzy Holzer (autor książki "Europejska tragedia XX wieku: II wojna światowa" (2005), która była ważną inspiracją dla PM), Andrzej Chwalba, Anna Wolff-Powęska, Krzysztof Pomian.
ZAGRANICZNI:Norman Davies, Timothy Snyder ("Skrwawione ziemnie: Europa między Stalinem a Hitlerem", 2010 - koncepcja muzeum jest bliska co można odnaleźć w tej książce), Israel Gutman (zm. 2013, żydowski odpowiednik Bartoszewskiego), Ulrich Herbert (niemiecki badacz narodowego socjalizmu, autor świetnej biografii Wernera Besta, jednego z głównych twó;rców Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy), Henry Russo (Francuz), Pavel Polian (niezwiązany z żadnymi rosyjskimi ośrodkami władzy), Elie Barnavi.3 krytyczne oficjalne recenzje: Piotr Niwiński, Piotr Semka, Jan Żaryn.
Krytycy: Piotr Semka, Piotr Zaremba, Jan Pospieszalski, Dariusz Gawin, Jarosław Kaczyński.
Obrońcy: Marcin Kula, Grzegorz Motyka, Jerzy Kochanowski,
Projekt architektoniczny: gdyńskie Studio Architektoniczne "Kwadrat".
Projekt scenografii: belgijska pracownia Tempora z Brukseli. Głównym doradcą firmy jest Krzysztof Pomian (1943-). [pp 86-88]
Wykonawca: Firma Qumak
Krytycy na prawicy zarzucali twórcom brak wyeksponowania heroizmu czynu zbrojnego Polaków oraz zbytnią koncentrację na okropnościach wojny, w której głównymi ofiarami byli cywile. Ponadto nie podobało się im zbytnie umiędzynarodowienie narracji kosztem opowieści o sprawach polskich. Drażniło ich też pokazanie takich wydarzeń jak mord na Żydach w Jedwabnym.
Zwiedzałem wystawę 11 miesięcy po jej otwarciu. Z infomacji, które znalazłem w Internecie wynikałoby, że jedyną dotychczasową ingerencją było usunięcie filmu kończącego ekspozycję, który przedstawiał dzieje powojenne Polski zwieńczone zwycięstwem "Solidarności" pod przywództwem Lecha Wałęsy.
Wrogość PiSowców wobec muzeum wynika też z tego, że jest ono w takim sensie pomnikiem dla Donalda Tuska, jak Muzeum Powstania Warszawskiego jest pomnikiem dla Lecha Kaczyńskiego.
Myślałem o muzeum w trakcie lektury książki Łagowskiego n/t Rosji. Zastanawiałem się, czy usprawiedliwione było zrównanie w swej demoniczności Niemiec Hitlera z Rosją Stalina. Takie przynajmnie odniosłem wrażenie podczas zwiedzania, być może pod wpływem wspaniałego w swojej ekspresji wielkiego korytarza, którego ściany po jednej stronie były zawieszone flagami ze swastyką, a po drugiej flagami z sierpem i młotem. Podobne wrażenie zrobiła na mnie ogromna mapa wschdnich terenów Polski przedwojennej przedarta czerwoną linią granicy którą Hitler i Stalin podzielili Polskę. Muszę zwrócić uwagę na ten aspekt wystawy podczas następnego zwiedzania.
Jeszcze w kilku innych miejscach zwróciłem uwagę na wspaniałą scenografię.
Duncan F. Cameron: "The Museum, a Temple or the Forum", [w:] "Reinventing the Museum", Gail Anderson, 2004, pp 61-73.
Subscribe to:
Posts (Atom)















